Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Moja droga do „Jaskółki”— czyli jak pasja stała się przestrzenią

Moja droga do „Jaskółki”— czyli jak pasja stała się przestrzenią

Do Ustki przyjechałam na wakacje z walizką marzeń. Dla innych to była poczekalnia, nie stacja docelowa. Ale ja widziałam w niej potencjał. Przyjaciółka rzuciła: „Załóż pensjonat! Ludzie zawsze chcą gdzieś uciec.”

Podróże mam we krwi

Nie wiem, czy to geny, czy przeznaczenie, ale podróże miałam we krwi, zanim jeszcze nauczyłam się dobrze wymawiać słowo „przygoda”. W mojej rodzinie turystyka była jak druga religia: zorganizowana, kolorowa i zawsze z zapasem kanapek na drogę. Ciotka, która nigdy nie zadawała pytań o męża (za to zawsze o paszport), zabierała mnie na wycieczki pachnące lodami, wolnością i lekką nutą chaosu. To ona pierwsza powiedziała mi:

„Podróże to nie tylko miejsca, to ludzie, historie i to, że czasem trzeba zgubić mapę, żeby odnaleźć siebie.”

Zgubiłam. Najpierw  wiarę w to, że siedząc przy biurku, da się żyć pełną piersią. Ale znalazłam coś lepszego: kurs przewodnika-tłumacza. I nagle moje życie nabrało rytmu i barw. Praca w Sputniku tylko to przypieczętowała: poznawałam ludzi z całego świata i odkrywałam, że jestem najbardziej sobą, gdy opowiadam historie.

 Ustka? A czemu nie!?

Do Ustki przyjechałam na wakacje z walizką marzeń. Dla innych to była poczekalnia, nie stacja docelowa. Ale ja widziałam w niej potencjał. Przyjaciółka rzuciła: „Załóż pensjonat! Ludzie zawsze chcą gdzieś uciec.”

No i stało się. W kilka miesięcy powstał pawilon, który z czasem przekształcił się w pensjonat z duszą. 7 pokoi, 2 apartamenty i jedna zasada: Goście mają czuć się jak u siebie, tylko bardziej wypoczęci.

Organizowałam zabawy, warsztaty, rozmowy przy kominku. I wiecie co? Ci, co przyjeżdżali na weekend, zostawali tydzień. Ci, co planowali odpoczynek, odnajdywali inspirację.

Wtedy zrozumiałam, że stworzyłam nie tylko miejsce do spania, ale przestrzeń do życia.

A gdy dzieci wyfrunęły…

Nie usiadłam na kanapie. Ruszyłam w głąb siebie. Podcasty, warsztaty, kręgi kobiet, książki o tym, jak żyć świadomie i z radością. Chłonę wszystko, bo wiem, że rozwój to nie etap, to styl życia.

Dziś jestem nie tylko przewodniczką po Ustce, ale i po wewnętrznych krajobrazach. Tworzę wyjazdy z sensem, wspieram ludzi w każdym wieku, którzy chcą czegoś więcej niż all inclusive. Bo najlepsze lata? One są przed nami. Trzeba je tylko zaprosić.

 I tak to się zaczęło…

Moja historia to nie poradnik sukcesu.

To raczej przewodnik po tym, jak dać sobie szansę. Na zmiany, na rozwój, na drugą (albo trzecią!) młodość.

Bo pensjonat „Pod Jaskółką” to nie tylko miejsce. To mentalna przystań. Dla tych, co chcą odpocząć. I dla tych, co chcą na nowo wystartować.

Z miłością, czułością i lekkością,

Jaskółka