Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Ratusz czy szkoła?

Ratusz czy szkoła?

Ustka zmienia się jak fale, ale pewne miejsca nadal mają w sobie to coś. Bo historia to nie tylko daty. To zapach szarlotki w pensjonacie, dźwięk orkiestry przy zachodzie słońca i poczucie, że każde miasto ma swój głos – jeśli tylko nauczymy się słuchać.

Na skrzyżowaniu ulic Marynarki Polskiej i kardynała Stefana Wyszyńskiego stoi dziś biały, niepozorny budynek, w którym mieści się lodziarnia i sklep z ubraniami. Przechodzisz obok, patrzysz na witrynę, może myślisz o sorbecie malinowym, może o nowej sukience. Jednak to miejsce ma historię, która zasługuje na więcej niż jedno spojrzenie przez szybę.

Dawniej serce administracyjne Ustki (czy raczej Stolpmünde)

To właśnie tutaj, przed II wojną światową, znajdowała się siedziba władz gminy.  Od 1911 roku, w sezonie letnim, urzędnicy – oprócz wystawiania dokumentów i przybijania pieczątek – zajmowali się również… informacją turystyczną. Wczasowicz wchodził, otrzepywał piasek z butów, pochylał się nad drukowaną listą wolnych pokoi i wybierał dla siebie coś miłego. Były to pokoje w pensjonacie, miejsca w hotelu albo kwatera u usteckiej gospodyni z sercem na dłoni i świeżą pościelą na sznurze.

„Listy pokoi nie były przeglądane na Booking.com, tylko drukowane, – ale za to gospodyni podawała najprawdziwszą niewirtualną herbatę … a nie hasło do Wi-Fi.”

Opłata klimatyczna? Ależ proszę bardzo – z muzyką!

Kolejny krok: uiszczenie opłaty uzdrowiskowej – 60 fejmigów za dzień pobytu od osoby. I nikt nie marudził, bo te pieniądze naprawdę pracowały dla miasta.

Władze przeznaczały je na:

  • obsadzenie klombów i gazonów kwiatami,
  • wynajęcie orkiestry grającej w altanie przy promenadzie,
  • oraz inne drobiazgi, które sprawiały, że Ustka pachniała różami, a brzmiała walcem.

W nagrodę, wczasowicz miał dostęp do wybranych zabiegów w usteckich łazienkach – bezpłatnie. Bo jak się dbało o klimat, to klimat się odwdzięczał.

No to w końcu ratusz czy szkoła?

Dawna szkoła, dziś budynek Urzędu Miasta przy ul. kard. Wyszyńskiego, ma historię sięgającą czasów, gdy Ustka – wówczas Stolpmünde – rosła jak na drożdżach. Dla dzieci w szkolnych ławkach zaczynało brakować miejsca.

Pierwsza szkoła mieściła się przy dzisiejszej ulicy Beniowskiego – co potwierdza jej dawna nazwa: Schulstrasse, czyli dosłownie ulica szkolna. Ale u progu XX wieku stało się jasne, że budynek jest już za ciasny dla wciąż rosnącej liczby uczniów. Dyskutowano o nowej szkole przez lata – bez rezultatów. Aż w końcu Ustce pomógł… los, urlop i zachwyt.

Stara Ustka

Friedrich – człowiek o złotym sercu.

Latem 1910 roku do miasta przyjechał na wakacje Friedrich Engelbrecht, radca budowlany z Bydgoszczy. Zakochał się w Ustce od pierwszego wejrzenia – i postanowił pomóc zupełnie bezinteresownie. W krótkim czasie opracował projekt nowej szkoły i kosztorys budowy – zupełnie za darmo. A już 15 lipca 1911 roku odbyła się uroczystość wmurowania kamienia węgielnego.

Szkołę budowano błyskawicznie – zaledwie 13 miesięcy. Patrząc dziś na jej okazały gmach, trudno w to uwierzyć. Engelbrecht często odwiedzał plac budowy, doradzał, pomagał, ale nigdy nie wystawił rachunku. Za to mieszkańcy – poruszeni jego postawą – ufundowali mu srebrną zastawę stołową, a w 1933 roku władze gminy postanowiły uhonorować go jeszcze bardziej:
ulica, przy której stanęła szkoła, została nazwana Engelbrechtstraße – i nosiła to imię aż do 1945 roku.

Zaiste książęcy gest.

A jakby tego było mało – szkołę odwiedził również książę Henryk Pruski, brat cesarza Wilhelma II. Tak zachwycił się szkolnym zapałem i morskim duchem uczniów, że ufundował dla nich łódkę szkolną. Na niej dzieci uczyły się żeglugi. Bo w Ustce – nawet szkoła miała kontakt z morzem.

A co dalej z Ratuszem?

Wraz z upływem lat i zmianami organizacyjnymi, również Szkoła Podstawowa nr 1 musiała zmienić adres. W 2004 roku uczniowie opuścili mury przy ul. kardynała Stefana Wyszyńskiego, a gmach dawnej szkoły stał się nowym domem dla Urzędu Miasta Ustka. Trzeba przyznać, że budynek – z wieżą przypominającą zamek, cegłą o szlachetnym odcieniu i secesyjnym rozmachem detalu – wygląda dziś tak, jakby od zawsze był stworzony do sprawowania władzy. Dostojny, solidny, z nutką przedwojennej elegancji – idealnie pasuje do roli miejsca, gdzie podejmuje się decyzje ważne dla nadmorskiego miasta, które często jest nazywane Letnią Stolicą Polski.

2 komentarze do “Ratusz czy szkoła?”

    1. Inessa Jaskula

      Dziękuję bardzo za opinię i zainteresowanie. Napewno będzie jeszcze sporo wpisów dotyczących historii Ustki. Zapraszam do obserwacji 😉

Możliwość komentowania została wyłączona.